Blog

2015-05-20 10:27

Czas remontów, remontów to czas

 

Tak jakoś przyszły mi te słowa do głowy, chociaż dotyczyły one raczej relaksu ( taka piosenka kiedyś była za moich czasów )

Podwórko i drugi budynek to totalna demolka. Chyba porobię zdjęcia, by było widać jak było. A jak będzie to same zobaczycie.

Co wieczór z mojej głowy spływa pół kilo tynku.

Mój ojczulek i Pan Rysio rozbijają ściany. Pan Marek robi elektrykę. A ja jestem od wszystkiego.

Wynieść, przynieść, pozamiataj i jeszcze zrób obiad nie mówiąc o koniach i piesach.

Tak się wyrobiłam, że nie bolą już mnie ręce tylko czasem nogi :D

Maniek też lekko nie ma.

I jeszcze zaplanuj jak ma być. Co chwila zmieniam zdanie, jak na prawdziwą kobietę przystało, doprowadzając ich do szału.

Lekko nie mają, ale przecież tego nie obiecywałam :D

 

2015-04-15 19:53

Awantura

Dzisiaj odeszła. 

Zapamiętamy ją jak najlepiej.

2014-10-01 13:07

Polowanie

Zaczyna się zawsze rano, powtórkę robię wieczorem, a apogeum jest w nocy. Walę się wtedy w twarz poduszką, kołdrą lub ręką, z reguły z marnym skutkiem.

A moją zwierzyną łowną jest ... komarzyca albo i dwie. Zapewne są dwie, bo jeżeli po machnięciu poduszką nie słyszę tego bzzzz .... tzn. zaszlachtowałam gadzinę, znaczy się owada. Ale za minutkę lub dwie znów bzzzz ... koło mojego ucha. Wniosek ... są dwie albo i trzy.

Moje dłonie stały sie renomowaną restaracują, pięciogwiazdkową.

Panieniki wpadaja na kolację, obiad i śniadanko. A ja potem mam godzinne drapanko.

Chowają się skutecznie i są szybkie w ucieczce, a ja poruszm się przy nich jak mucha w smole.

Sposobu na nie nie mam, zakładałam że jak się skończą wakacje to one też się skończą, ale okazało się, że to tak nie działa.

Pozostaje mi więc :

- pokochać komarzyce

- pochować dłonie

- nie myć rąk, może są brzydliwe ?

A w ogóle dzisiaj rano byłam świadkiem zabawy czterech sójek i jednej pustułki, któraż tę zabawę przerwała.

Fajne ptaszki ....

2014-07-26 12:25

I już po ....

Pojechały .....

Wyściskały, wydusiły, wyfarbowały się ( niektórzy rodzice byli w szoku !!! ), ale to chyba takie prawo młodości.

Pogoda nas nie rozpieszczała 47 stopni o 18.30, szok !!!!

Jazdy niemalże o zmroku, człowiek nie wychodziłby z wody. No właśnie ....

Ta woda wyszła trzem dziewczynkom nie na zdrowie.

Jednak już jest dobrze a rodzice świadomi i mądrzy.

Relacje z obozów, będę po turnusach, bo chyba robić bym je musiała po północy

2014-05-20 06:04

Poranne pobudki.

Doszłam dzisiaj do wniosku ( a dużo czasu mi to nie zajęło ), że każdy ma takie oryginalne pobudki na jakie zasłużył.

Jednych budzi dzwięk telefonu, jednych spryskiwacz na wodę, a innych pocałunki mamy. 

Mnie budzi całe rozwrzeszczane stado dziobów. Prują je od samego świtu, i nawet się już Michałowi nie dziwię, że parę lat temu, raniutko otworzył balkon i krzyknął: " - Zamknąć te ryje !!!! - szokując tym nas wszystkich. Nie ważne było, że to jednak dzioby.

Godzina 4.03 już się drą, kłócą, przepychają, podrywają, plotkują  i wrzeszczą na opieszałych małżonków.

Możliwe, że jedna krzyczy do drugiej z zapytaniem, czy nie przynieść jej na śniadanie 6 komarów w konwaliowym sosie.

A ta druga odwrzaskuje, że nie, bo została jej zupka z muszek na wieczornej rosie !!!

I tym oczywistym faktem, o godzinie 6.04 piję już drugą kawę, bo się nie wyspałam. A czemu ???

Albowiem kiedy się kładłam spać wieczorem, nierozsądnie otworzyłam okno. Najpierw usłyszałam psy daleko szczekające ( też plotkują ile wlezie ) potem flirtujące żaby, a następnie wyłowiłam znajomy dźwięk. Po chwili wiedziałam już, że to słowik.

Oooo, pomyślałam - słowik będzie mnie usypiał, jak miło.

Miło to się skończyło po 10 minutach, kiedyż ten śpiew wwiercał mi się w głowę. Zamknęłam okno i otworzyłam drugie z innej strony.

Ale nie .... ale nie ..... słowik poczuł się wręcz mocno zobowiązany, by uśpić mnie do końca, żeby go jasny piorun strzelił.

Zakładając poduszkę na głowę i złorzecząc wszystkim słowikom świata, zasnęłam gdzieś kole jakiejś godziny.

Teraz jednak już mi przeszło i nie muszą dokładnie wszystkie wyginąć, jeden może zostać, a niech mu tam będzie :D

I tym miłym akcentem Was witam w poranny, słoneczny dzionek.

2014-03-29 10:31

Relacja z warsztatów serowarskich

Zobaczcie jak wszyscy się dobrze bawili i jakie pyszności wykonywali

.

Nasza wykładowczyni chleba

Tenże chleb

Ciężkie mieszanie ciasta

A tu już wyjęty z pieca

Domowa mozzarella

Ładna, prawda !

Mozzarella na słodko

Gouda w rękach mistrza serowarstwa Krzysztofa Jaworskiego

Handkase w przyprawach

Sami widzicie, że warszatyty udały się znakomiacie. Tak znakomicie, że na prośbę uczestników szykujemy kolejną edycję drugiego stopnia 21, 22 czerwca 2014 roku, a po wakacjach, wszyscy będą mogli uczestniczyć w warsztatach mistrzowskich i po zdanym egzaminie otrzymać Dyplom Mistrza Serowarstwa.

 

2014-03-02 18:38

Jezdem samotna !!!!

Bardzo, albowiem ostatnie dziecię mnie porzuciło.

Wpadło, namieszało, wymęczyło konie i mnie !!! Zwałszcza mnie !! A potem sobie pojechało !!

Ale wróci .... buty zostawiła :D

Co Wy macie z tymi butami, to ja nie wiem. Zawsze jakieś zostają i jeszcze majtki, pojedyńcze skarpetki, czasem podkoszulka się trafi. A najlepsze jest to, że żadna się do bielizny nie przyznaje !!

Niedługo sklep jakiś otworzę .....

Zmęczona jestem, chyba pójdę spać,jutro znów do pracy, a nie ma pomocnika, nie ma !!!!

2014-03-01 06:54

Ginger

Za oknem pada. Pogoda ma dokładnie taki sam nastrój jak ja.

Najchętniej schowałabym się z powrotem pod kołdrę  i tam została. 

Oczy opuchnięte od łez, kąciki ust opuszczone. Nic mnie nie rozśmieszy i nie rozweseli. 

Poprostu mam żałobę !!! 

Może to wywnętrznianie się mnie oczyści ? Bardzo potrzebuję wsparcia, powoli nie mam siły być silna.

Ile jedna osoba może unieść na jednych barkach ?

Część osób powie że dramatyzuję, ale wiem też że część osób mnie zrozumie.

Ile można znieść śmierci ? Śmierci istot, za które jesteśmy odpowiedzialni, zwłaszcza kiedy obiecaliśmy im spokojną starość.

Jak żyć z poczuciem winy, że się ich nie ustrzegło ? Zaufałam tym, którym zaufać nie powinnam o kosztowało to życie !

Moja ukochana Ginger nie żyje !!

Wybacz mi kochanie, wybacz, że mnie przy Tobie nie było.

 

2014-01-28 19:18

Kulig

Ferie. 

Zimowe. 

Nawet ze śniegiem. 

Nawet z ciekawym, w co poniektóre dni mrozem. 

Banda dzieci w domu, na dodatek się nudzących. Mogłabym się dwoić i troić, żeby wypełnić im czas. A to gry planszowe, a to twister, a to " państwa i miasta", a nawet poker ( no trzeba dorobić, trzeba :D ), ale one na dwór i na dwór. Jeździć konno nie mogą, bo ślisko jak diabli i już sama nie wiem czy bardziej o konie się boję czy o dzieci. Wymyśliły górkę "Maj" ( Marek, Ada, Julka ). Podcinały sobie nogi, rzucały się na siebie, że mnie aż skóra cierpła gdy na nie patrzyłam przez okno. Ale to też powiało nudą. 

KULIG 

Naprawdę kulig, zrobi nam Pani kulig?! 

No, zrobię zwłaszcza, że dojechały jeszcze dwie dziewczyny. 

Ale chochlik już mi się w oczach zapalił. 

Ja Wam zrobię kulig, jak ja Wam zrobię kulig to od razu spodoba Wam się każda inna gra. Uszykowały sanki i oponę. No i zrobiłam. 

Godzina jeżdżenia po największych dziurach, śniegu, wybojach. robienie zakrętów w zawrotna szybkością, a one piszczą, krzyczą ..... i krzyczą " jeszcze, jeszcze, jeszcze. 

Nie powiem, zmęczyłam się, złe ze mnie wyszło, załatwiły mnie dzieci. Gdy zmęczone, czerwone od śniegu i wiatru, schodziły z sanek w podwórku, padło pytanie: 

Jutro też będzie kulig? Będzie. 

-Ale teraz to my wszyscy na oponach jedziemy, no nie - usłyszałam - fajnie było, ale jazda. 

No rzeczywiście jazda, prędkość maksymalna 20 km/h, zeżarte masę paliwa, zmarznięte stopy ( bo ogrzewanie padło ), ale nic to. 

Ważne, że zaczerwienione buźki uśmiechnięte. Znowu zostałam pokonana ......

Znowu przez dziewczyny

2014-01-07 08:04

W nowym roku jak najbardziej optymistycznie

Oglądałam ostatnio film pt : " Czas na miłość ". Film jak najbardziej infantylny i naiwny z lekką nutą fantastyki, ale .... z ogromnym przesłaniem.

Cieszmy się każdą chwilą, codziennie, każdym drobiazgiem, bo przecież nie wiemy ile czasu nam dano.

W związkuz tym postanowiłam się cieszyć.

Nie marudzę już, gdy świtkiem muszę wstać i iść do stajni. Wypuszczać stadko rozbrykanych wariatek, sprzątać boksy, roznosić jedzonko, wpuszczać z powrotem dziewczyny do boksów ( Pepsi nadal galopem wbiega ).

Nie marudzę już, gdy rano ( po posprzątaniu boksów ), wychodzę z psami na spacer, nawet jak pada ( one jakoś ten deszcz lubią ) i nawet ostatnio przy muzyce z telefonu zaczęłam sobie tańczyć. Luna ( mopsiczka ) z lekko przekrzywioną główką, z zaciekawieniem mi się przyglądała i pewnie się zastanawiała, czy pańcia zwariowała i czas się ewakuować, czy też to norma i można się przyłączyć. Przyłączyła się :)

Postanowiłam nie dopuszczać do siebie zwątpienia i smutku. Postanowiłam nie poddawać się, nawet jeżeli górka na którą się wspinam jest pod " ciężkim kątem ". Jak na razie od 6 dni mi się udaje :D

Dla wszystkich ogrom buziaków od Rudej Wiedźmy