Blog

2017-02-07 19:07

PRZEMYSLENIA JAGNY

Mamy w stajni gościa od piątku.
Odwiedziła nas Ania, osóbka drobna o wesołym usposobieniu, z miną rottweilera.
No kochani, jeżeli patrzycie na kogoś i macie wrażenie, że pada pytanie:
- Czego się gapisz? W dziób chcesz?
To o czymś to świadczy 
Ruda jest szczęśliwa.
Ania w zeszłym roku robiła za pomagiera u nas w stajni, w tym roku z papierami instruktorskimi, będzie uczyć młodzież.
A i dobrze, niech się przekona jak to jest, ile my nerw tracimy, a cierpliwości trzeba mieć nieograniczoną ilość.
Nie ważne w tym momencie.
Ania mnie lubi. 
Generalnie się temu nie dziwię, jestem piękna, inteligentna i mam to coś w sobie.
Ale w teren pojechała na Marsylce, a taką miałam ochotę kopyta rozprostować. I dobrze jej tak.
Najlepsze jednak było jak wróciły.
Mary już z daleka, pruła dzioba, że zarobiła marchew, a Ruda flaszkę 
Ania rozbierała Mary i wściekła co jakiś czas powtarzała:
- Weź mnie nie wkurzaj!! A słowo jeszcze rzeknij!!
A Marsylce dziób się nie zamykał.
Że przez las wlokły się jak mucha w smole bo lód, że trochę pokłusowały bo Ruda się bała cokolwiek robić, że z Ascarą ustaliły jak będzie galop to ile fabryka dała
- Ty weź mnie w to nie wciągaj - wtrąciła się Ascara
- Ale było tak, no nie mów, że Cię kopyta nie świerzbiły - ciągnęła Mary - mówię Wam, było.
I jak pojawiła się łąka, Rudzielec z okrzykiem " galop" Rudą puścił i dalej heja!!
Marzenie - zarżała Mary
Ruszyć tak z kopyta, nogi rozprostować i kręgosłup, wyszaleć się do woli.
- Ale ty pamiętałaś, że Anię masz w siodle? - spytałam
- No właśnie zapomniałam - ze skruchą wyznała Marsylka
Dalsza część historii była taka, że Ania glebę zaliczyła, Mary jeszcze pogalopowała po okolicy, ale na gwizd Rudej wróciła, bo jak twierdzi, jeszcze ma instynkt samozachowawczy i z Rudzielcem nie zadziera, Ruda po 5 pięciu minutach wybuchnęła śmiechem i nie mogła się opanować, a Ania?
Ani ciśnienie zeszło dopiero w stajni, bo co pojedzie z Rudą to prawie zawsze na ziemi ląduje
My za to mamy nowe dowcipy stajenne:
Dlaczego Ania spadła z Mary?
Bo nie ma rączek!!
A co Ania dostanie w prezencie?
Na pewno nie rękawiczki

Może dzisiaj mnie się poszczęści

2017-01-26 12:05

PRZEMYSLENIA JAGNY

Rudzielec tak mnie codziennie zaskakuje, że czas najwyższy się przyzwyczaić i nie robić z tego sprawy.
Od jakiegoś czasu mocno się zmieniła, nawet trochę mi brakuje tamtej Rudej, nie wrzeszczy na nas, taka jakaś milutka jest, zagląda do boksów, mizia nas, częściej w stajni siedzi.
Z początku myślałyśmy, że chora, zmęczona albo chłop ją rzucił.
Tytus to nawet twierdził, że umiera i jej się charakter złagodził.
Ale wyszło szydło z worka na feriach, jak to zaczęła w stajni dziewczynkom opowiadać o jakimś jeździectwie naturalnym i jego zaletach,
o jakimś Robercie Millerze i jego radach, a wszystko to wina Pepsi i niejakiego Andrzeja
Głupia pinda łeb rozwaliła i nie dała sobie potem szwów zdjąć.
A co się Ruda namęczyła, a co naprosiła, nic nie skutkowało.
Pepsi chciała pamiątkę mieć po szyciu i już, a Rudzielec tej pamiątki pozbyć się chciał.
No i zadzwoniła do w/w.
O czym z nim rozmawiała, to nie wiem ?, bo aż na koniec ujeżdżalni poszła jakby jakąś tajemnice z rozmowy robiła.
Ale coś w/w musiał doradzić, bo taka zadowolona wróciła i od razu Pepsi zabrała na lonżę.
Pytałyśmy co robiły, ale Pepsi powiedziała, że nic szczególnego, ot trochę pobiegała sobie.
Na drugi dzień było to samo i na trzeci też, ale czwartego nie było ich dłużej.
Po jakiejś godzinie Pepsi wróciła ciut mokra do stajni i szwów nie miała.
Na pytanie gdzie one, stwierdziła że jej się znudziły, teraz nie twarzowe to i kazała Rudej zdjąć.
Ale coś nam śmierdziało.
I żeśmy się dowiedziały wszystkiego jak dziewczynki przyszły.
Że Pepsi się stawiała, że Rudzielec jej małą rozgrzewkę robił przez trzy dni, a potem takiego kota pognał, że uparciuch spokorniał i z zakutym łbem przy ziemi chodził, a potem grzecznie dał sobie szwy zdjąć ?
Nie trzeba było tak od razu?
To zaważyło na naszym losie.
Rudzielec się szkoli i czyta coś tam, i potem eksperymentuje na nas.
Nie mam nic przeciwko, małe wymasowanko też jest dobre, dzidzia pewnie nie ma nic przeciwko, gada z dzidzią, coś o " łączeniu duchów" mówi, coś o Czirokezach.
A wczoraj Nasepkę przez plastikowe butelki przechodzić uczyły ?

2016-11-18 11:31

PRZEMYŚLENIA JAGNY/ DZIEŃ KOLEJNY

Z przykrością stwierdzamy, że Rudej odbija i nic się nie da z tym zrobić. Czas jakiś temu postanowiła stawiać halę.

Niech jej będzie, pomysł nawet dobry, nie będzie w tyłek nam wiało ani lało jak te dzieciaki wozić trzeba będzie.

Ale teraz to przegięła.

Najpierw zaczęła Panu Rysiowi mówić, że ostatnią zimę wyrzuca obornik ze stajni murowanej.

No normalnie gęsia skórka wzeszła nam na ciele...

To co!!??

Ja, Pepsi i Tyfus na rzeź!!????
A nie.

Okazało się, że postanowiła 3 boksy dostawić i już nam lżej się na skórze zrobiło.

  • To co Pani Agnieszko tu będzie? - pytał Pan Rysio

  • Nie wiem jeszcze... może biegalnia dla źrebaków, a może..... a może....już wiem co zrobię -krzyknęła i zaczęła mamrotać coś pod tym krzywym nochalem

A wieczorem to stajnię zmiatała chyba z dwie godziny.

Nienormalna jakaś.

Wchodziła co chwila do nas, kazała się przesuwać, a to kroki liczyła, a to tępo się w ścianę gapiła, a to jak wariatka z uśmiechem na gębie, podskakiwała zadowolona.

 

Czy my nie możemy mieć normalnej właścicielki?

Takiej poważnej, po której wiadomo czego się spodziewać, niczym nie zaskoczy, a ni nic głupiego nie wymyśli.

Ale nie, musieliśmy trafić do Rudej!!!! Bo przecież innej stajni nie było!!!

 

Nadal nie wiadomo co wymyśliła, tylko jej ten głupi uśmieszek zadowolenia z gęby nie schodzi i zamiatając stajnie podśpiewuje:

-Ale fajnie będzie, ale fajnie będzie :) :)

No chyba jej w końcu kopa sprzedam!

2016-02-05 07:47

PRZEMYŚLENIA JAGNY / DZIEŃ 4

Wczoraj to był dzień super.

Tak przed południem Ruda wpadła do stajni, gdzie Pan Dziadek poprawiał drzwi Tesce i powiedziała:

  • Tato jadę do fryzjera. Wiesz czary- mary i będę piękna. Rzuć okiem na laski one nakarmione, więc nic nie musisz robić, wrócę za dwie godziny.

I tyle ja było widać.

Cha, cha, cha. Kota nie ma to myszy harcują !!

Pierwsza załapała Kapri, że chata wolna. Tak kombinowała, tak kręciła głową, że odpięła karabińczyk i poszła na przegląd gospodarstwa.

Długo nie przeglądała, zatrzymała ją stodoła pachnącym siankiem, musiała więc skosztować i sprawdzić czy dobre, cobyśmy się w przyszłości nie potruły.

Cicho było dosyć długo, dopóki Pan Dziadek nie przyszedł i nie wypuścił Tesci i Mary na wybieg, bo mu w naprawach przeszkadzały.

Czy On nie widział pół tony konia w stodole ??!!!!

Wypuścił...... ale nie sprawdził czy wybieg od strony łąk zamknięty.

Mary cichaczem, powoli, rżnąc głupa w najlepsze, podchodziła do wyjścia.

Tesca nie bawiła się w takie skrupuły. Jak zobaczyła, że bramka otwarta pełnym galopem ruszyła na łąki, no to Mary za nią.

  • O kurka – powiedział tylko Pan Dziadek

Jak on je słodko próbowała łapać.

  • Pójdź tu do mnie, pójdź maleńka – mówił

Co On nieprzytomny?

Dobrowolnie miały rezygnować z takiej przestrzeni?

I jeszcze tracić okazję z zabawy w berka?

Tak pół godziny trwała ta łapanka, aż wróciła Ruda. Wrzasnęła kilka dosadnych słów, wzięła wiadro z owsem i w trzy minuty Mary była przy niej.

Ze smutkiem stwierdzam, że ten koń jednak nie myśli mózgiem tylko żołądkiem.

  • Tato ty nie widziałeś, że w stodole Kapri zjada siano !? - było jeszcze słychać

  • Gdzie dziecko, przecież tam nie ma żadnego konia.

Pewnie, że nie ma, bo jest osioł, który opanował do perfekcji sztukę kamuflażu.

 

A swoją drogą ciekawe, kiedy zaczną działać te czary-mary na Rudej?

2016-02-03 19:07

PRZEMYŚLENIA JAGNY / DZIEŃ 3

Wieje i leje i znów wieje, poza tym wieje nudą.

Z nudów zaczęłyśmy wymyślać jak tu odstraszyć dzieciaki od jazdy. Ja zaczęląm stawać dęba i machać lewą nogą. Arena zasugerowała, że jakby tak poćwiczyć złowrogie miny to może dałyby nam spokój. Te dzieciaki oczywiście.

Mary w związku z tym ćwiczy wyszczerzanie zębów ( zdecydowanie powinna coś zrobić z lewym cęgiem ), a Arena kulenie uszu i furczenie. To furczenie to najlepiej jednak wychodzi Tytkowi, ale on jednak furczy kiedy się boi.

Pojawił się dzisiaj w stajni bratanek Rudej, takie małe z krzywymi nóżkami podtrzymywane przez matkę. Piszczał i śmiał się, i bardzo, ale to bardzo chciał wsadzić Pepsi te śmierdzące łapki w jej chrapy. Ta klacz jest mega cierpliwa, pozwoliła się dotykać i nawet łeb schyliła, pewnie dlatego, że Ruda w cwany sposób migdaliła ją za uchem.

A potem chcieli wsadzić to małe pokraczne na Tytka.

Biedy Tytek mało się nie zabił ze strachu.

I z wsadzania nici.

  • Co to było!!! - pytał potem – Co to było!!! Pierwszy raz widzę coś takiego!!

  • Chłopie, Ty naprawdę nigdy nie widziałaś jak wygląda ludzkie młode? - spytałam

  • Poważnie? Poważnie to było ludzkie młode? - dopytywał się – Ty, a co oni mu zrobili, że taki mały? Genetycznie zmodyfikowali?

Ja z nim nie mogę. Naprawdę.

A mówi się, że faceci są bardziej rozgarnięci.

Chyba jak kupa piachu ….

2016-02-02 10:05

PRZEMYSLENIA JAGNY / DZIEŃ 2

A jednak rudzielec miał racje, oczywiście mówię o Ascarze .

Wygląda na to, że te ferie będą cokolwiek to dla nas oznacza.

Aż mam ciarki na skórze na samą myśl.

Dzisiaj mamy dzień Rysia.

Jest jeden Rysio i drugi Rysio, i sprzątają nasze boksy.

Tacy śmieszni są, ten młodszy to się mnie boi, aż się czuję dowartościowana jak widzę gdy się kuli od machnięcia ogonem. Wiadomo, jam JAGNA.

Ten drugi starszy, to już nie.

Mówi do mnie: Nastąp się. Pogięło go?!! Mam się nadepnąć na kopyto??!!

Jakiś chyba nie dzisiejszy jest, ale Arena mi szepnęła, że tak niektórzy mówią, jak chcą żebym się przesunęła.

To trzeba było tak od razu, a nie jakimś archaizmem rzucać.

U Kapri wielka awantura.

Ruda wścieka się i piekli wymyślając jej od krów i osłów oraz że ją odda na kabanosy.

Ubaw mamy po pachy, bo Ruda próbuję ją doczyścić od kilku dni.

Co ją wyczyści to panienka ( taaa …. panienka ) znów się umorusa.

Wielka mi księżniczka.

Podobno najlepszy rodowód w stajni, dziadkiem ASPIRANTEM się chwali na padocku.

Phi, też mam Aspiranta w rodowodzie, a nie wygladam jak krowa i nie paplę o tym na prawo i lewo.

Pewnie próbuje się dowartościować, czemu się specjalnie nie dziwimy, bo i wyglądu to nie ma ( jednak osioł przoduje ) i manier, a charakter awanturnicy.

Obstawiamy, że dziadek w czworakach się zapomniał, a potem rodzina litościwie wychowała.

Trzeba jednak uważać, żeby za głośno tego nie mówić, bo oczywiście można kopytem dostać jak na plebs przystało.

Ruda trzasnęła drzwiami, wściekła jak piorun i kazała się Mary szykować.

Masz Ci los, no nie zazdroszczę jej w takie wiatrzysko, no chyba że Ruda się zreformuje …..

2016-02-01 11:06

Przemyslenia Jagny / Dzień 1

Coś się dzieje, tylko jeszcze nie wiem co!

Ruda lata z miotłą po stajni, rozwiesza karteczki na boksach. Stawiamy z dziewczynami na Alzheimera lub demencję starczą. Nie pamięta ile której ma dać żarcia, to na karteczka sobie pisze. 

Ascara twierdzi jednak, że będziemy mieli gości. 

Jakich gości? W zimie? Komu się będzie chciało?

Dzieciom - uważa Ascara - poza tym zbliżają się ferie zimowe, to pewnie dlatego. 

Pomieszało coś się staruszce.

Pierwszy raz słyszę o feriach zimowych, Mary twierdzi, że to takie samo coś jak wakacje tylko dzieciaków mniej i więcej terenów.

Kocham tereny, chociaż rzadko mnie na nie zabierają, podobno dlatego, że zrzucam. Ja nie zrzucam, ja badam podłoże, czy dobre do upadku.

Może to potwierdzić niejaka Ada. Niedawno sprawdzałyśmy na ujeżdżalni, Ada wpadła w błoto. Nie ma do mnie urazy, twierdziła potem, że całkiem miękko i podłoże super do upadków, więc o co chodzi.

Ale ta bieganina Rudej jest irytująca, jakby robale miała. Niech sobie zaaplikuje to świństwo do pyska i będzie miała spokój, a my trochę ciszy.

Albo patrzy tępo w dal i mamrocze coś pod nosem zamiast dać tego owsa, co w łapach trzyma. Jest nie do wytrzymania!!!

Umówiła się dzisiaj ze mną na jazdę. 

Cha, cha, cha ......... jak ja jej dam jazdę

2015-11-05 10:51

Za miesiąc koniec swiata

.... ja nie sieję żadnych plotek, tak powiedzieli dzisiaj w radio!!!! I kazali się bawić do upadłego!

No przerąbane ...... Jak się bawić? - pytam grzecznie, jak ja pić nie mogę i trochę innych rzeczy też nie mogę :)))).

A w ogóle to stwierdzili, że trzeba spełniać przez ten miesiąc swoje marzenia.

To się uczciwie zastanowiłam - a robiłam to paląc w kominkach - co ja bym chciała jeszcze spełnić?!!! 

Ukochane dzieci mam !!!

Ukochany dom mam!

Ukochane konie mam !!!

Ukochaną agroturystykę też !!!

Wiem co bym chciała!??

Poszaleć w nocnym klubie do białego rana, przy dobrej muzyce i dobrym winie !!!

Ale ..... Są warunki !!!

Mam nie zasnąć przed 24.00 i mam nie mieć kaca na drugi dzień :)))

To tak tyle z moich życzeń, a jakie są Wasze ??????

2015-10-01 14:13

Pogoń za Rudą

Miało być ich dziesięć.
Przyjechała tylko szóstka, ale jaka szóstka.
Zaradne, zgrane i szalenie zwariowane.
Chcą skoków. Ok, ale w naszej stajni przeszkód nie ma.
To coś wymyślimy.
No i wymyśliłyśmy.
Był nawet "rów z wodą", którego cały czas wiatr przestawiał 
Mój ojczulek, co to większość rzeczy w stajni robi, przyglądał się temu z tarsu i mówi potem:
- Wiesz dziecko, w przyszłym roku to zrobię Ci przeszkody porządne, tylko musisz mi powiedzieć jakie.
Więc tłumaczę jakie są, stacjonata, okser, mur a tata na to:
- A ten mur to z czego chcesz? Z pustaka czy suporexu? - zapytał stary budowlaniec
I rozwalił mnie tym doszczętnie.
A potem gonitwa.
I znów wygrała Ada, i znów na Pepsi.
I naprawdę ona nie ma forów w tej stajni.

Na przyszły rok to Ada ucieka.

A na zakończenie pojechałyśmy w niedzielę w trzygodzinny teren. I kto by pomyślał, że oprócz fajnego terenu, to jeszcze małe przeszkody na nas czekają w lesie.

Dla mnie było bomba. A widząc entuzjazm dziewcząt na temat powtórek takiego weekendu, dla nich też bomba.

 

 

 

2015-09-22 16:34

Konie na łąkach

Konie na łąkach.

Jak ładnie to brzmi i jeszcze ładniej wygląda, zwłaszcza jak dziewczynki grzecznie pasą się na trawce.

Pod warunkiem, że grzecznie. Z dużym naciskiem na grzecznie !!

Wczoraj też poszły, a co im będę żałować. Niech sobie pojedzą zieleniny dopóki jest. Pojadły, ale zdeydowanie wolały sąsiadową, akurat łączkę na której chodzic nie wolno. Wzięłam rower i pomyślałam sobie, że przegnam gadziny, bo awantura będzie.

Jeszcze nie dojechałam, nawet całej mnie nie było widać tylko ociupinkę.

Nasepia ( zlitowałam się i puściłam ze stadem, bo karnie siedziała w stajni za wyprowadzanie koni na wsie ), pierwsza mnie zobaczyła i rura. 

Konia nie ma, co ja mówię, KONI NIE MA!!!

Poszły, aż się kurzyło na drugą stronę kanału, kilometr od domu. To co miałam robić. Zatrzymały się na super trawce. 

Myślę: Poczekam, dam dwie godziny, a potem przyjdą.

Chała, jak przyszły. Na wiaderko z owsem dała się nabrać Marsylia. To złapałam, osiodłałam i w łąki. Kowboje mogą zaganiać stada to ja też mogę.

Tylko, że ich jest chyba dwóch i może jeszcze psa mają, a ja jedna.

Marsylka mokra jak szmata, ja z muszkami na zębach. Udało się przygnać stado pod dom, bo za Mary iść nie chciały.

A tu mój mąż wyłapywał po jednej sztuce na wiadro z owsem. Oczywiście Nasepia ostatnia, bo ona taka głupia nie jest, na wiadro nie pójdzie.

Morał jest jeden w porywach do dwóch.

Odkupić od Emilki Irona.

Nasepia zostaje zamknięta.